piątek, 11 września 2015

Zużycia+ recenzje- Bielenda mleczko do demakijaży Kasztan i Bourjois, woda micelarna do demakijażu twarzy i oczu- recenzja

Cześć!

Chciałabym krótko zrecenzować moje ostatnie kosmetyki do demakijażu twarzy, które zużyłam (wcześniej zużyłam duży płyn micelarny Tołpy, po którym butelkę po prostu wyrzuciłam do kosza- a świetny był):




Bielenda, Kasztan mleczko + tonik

Ten produkt uwielbiam! Świetnie zmywa makijaż, twarz nie jest oblepiona mleczkiem, tylko przyjemnie nawilżona i miękka, a do tego cena- chyba coś około 15zł! Na pewno do niego wrócę.

Bourjois, woda micelarna do demakijażu twarzy i oczu


Skład: Aqua, Glycerin, Peg-7 Glyceryl Cocoate, Poloxamer 184, Coco-Glucoside, Phenoxyethanol, Tetrasodium Edta, Sodium Methylparaben, Citric Acid, Propylene Glycol, Bht, Nymphaea Alba Root Extract


Co mówi producent?

Woda micelarna pozwala na zmycie makijażu bardziej skutecznie i bardziej kompletnie niż za pomocą klasycznych produktów do demakijażu, pozostawiając skórę lekką i delikatną.

Dzięki swojej formule bogatej w micele, czyli neutralne dla skóry cząsteczki oczyszczające, które łączą się z kurzem i zanieczyszczeniami, idealnie oczyszczając skórę, woda micelarna Bourjois zmywa makijaż juz za pierwszym pociągnięciem wacika.
Ekstrakt z lilii wodnej, o właściwościach kojących i nawilżających, pozostawia uczucie komfortu na skórze.
Woda micelarana nie zawiera alkoholu, jest hypoalergiczna i bezzapachu, nie powoduje podrażnień.

Produkt jest faktycznie bezzapachowy. Woda nie pozostawia lepiej warstwy na skórze, dobrze ją oczyszcza, dając uczucie komfortu. Przyczepiłabym się jedynie do wydajności i działania produktu na rzęsy. Z wydajnością dość kiepsko, a do tego rzęsy zaczęły mi wypadać. Produkt nie jest moim ulubieńcem, ale polecam przetestować, bo zbiera bardzo dobre opinie! A nuż Wam przypasuje.


Pozdrawiam :-)

środa, 9 września 2015

Próbki :-) Organic Snail Gel- hit! :-)

Cześć!

Dzięki trustedcosmetics.pl miałam okazję wypróbować kilka produktów różnych marek. Były to co prawda próbki, ale wystarczająco duże, by wiedzieć, czy produkt mnie uczulił, jak pachniał i jak zachowywał się na skórze.




Babor Skinovage, Vita Balance Daily Moisturizing Cream- krem nawilżający, o delikatnym cytrusowym zapachu. Przyznam szczerze, że myślałam, że jak na luksusowy krem zapach produktu będzie inny. Może nie do końca wpasował się w mój gust, ale działanie kremu jest bardzo przyjemne- po oczyszczeniu buzi żelem i nałożeniu tego kremu skóra jest rozmiękczona, nawilżona i elastyczna. Znika uczucie suchości i ten stan odżywienia i nawilżenia trwa 6h. Działanie kremu bardzo mi się podoba.

Dr Organic Rose Otto Skin Lotion- balsam do ciała o zapachu róży. Produkty marki Dr Organic pozbawione są parabenów, slsów, bez sztucznych aromatów oraz barwników. Dodatkowo  produkty tej firmy odpowiednie są dla wegetarian i wegan.  Nie są testowane na zwierzętach.
Balsam bardzo przyjemnie pachnie różą (zapach długo się utrzymuje), a do tego świetnie nawilża. Skuszę się jak wykończę swoje balsamy.

Dr Organic Snail Gel- świetny produkt do twarzy! Świetnie napina i odżywia skórę. Na 100% kupię ten produkt. Po więcej informacji dotyczących właściwości kliknijcie tu. Rewelka.

Lambre, matting make-up i classic make-up 35+. Jeden i drugi wygląda bardzo ładnie na twarzy. W przypadku pierwszego twarz jest matowac przez 4h, drugi podkład daje lekki efekt glow na skórze. Jeśli chodzi o kolory, to matujący jest w kolorze 1- typowy, średni beż, doskonały na lato (dla mnie), a ten przeznaczony dla osób w wieku 35+ w odcieniu 2- dla mnie za różowy i za ciemny, nawet latem. Zerknijcie na zdjęcia.




Yasumi- krem pod oczy i na okolice ust. Bardzo lekka formuła, świetnie się rozsmarowuje by po chwili napiąć okolice oczu (tylko tam go używam) dzięki czemu wygładza drobne zmarszczki.Daje efekt liftingu. Bardzo przyjemny, lecz nie skuszę się, wybiorę snail gel :-)



Nicole Cosmetics, lane perfumy

Cześć!

Jakiś czas temu dzięki współpracy trustedcosmetics.pl i Nicole Cosmetics otrzymałam do testowania lane perfumy. Pozwolono mi sobie wybrać zapach. Jako, że spodobała mi się próbka perfum Roma Laura Biagiotti poprosiłam o odpowiednik tych właśnie perfum. Wiedziałam, że jest to jedynie inspiracja, nuty są nieco inne bądź niepełne, dzięki czemu jest podobieństwo, ale to nie to samo. I tak właśnie jest z zapachem od Nicole. 



Po otwarciu zatyczki i popsikaniu się czuć przede wszystkim zapach gorzkiego grejpfruta. Trwa on dosłownie 3minuty, po czym nuta ta zanika i odsłania się zapach ciepły, jaśminowy i lekko waniliowy. Czuć też czarną porzeczkę, taką prosto z krzaka. Tak- jest to ciepły, kobiecy zapach. Idealny na co dzień, do pracy, na spotkanie, na zakupy. Nie dusi, a do tego długo się utrzymuje- wykonywałam test tych perfum wielokrotnie i zapach trwa 6-7h, przy czym na ubraniach czuć go znacznie dłużej.




Przyznam jednak, że przez ten początkowy grejpfrut i późniejszą, wybijającą się czarną porzeczkę (jakby liście czarnej porzeczki) zapach nie do końca mi pasuje. Zapach dopiero mi odpowiada po jakichś 20-30stu minutach, kiedy to zapach się rozwinie. Dla mnie jest to zapach kwiatowy, lekko pudrowy.



Nicole Cosmetics ma w ofercie perfumy kwiatowe, zmysłowe i świeże. Zapachów jest naprawdę mnóstwo i myślę, że każda znajdzie coś dla siebie :-) po więcej informacji zapraszam na stronę. Nicole Cosmetics, dziękuję za możliwość przetestowania! 

To było moje pierwsze spotkanie z lanymi perfumami, a Wy miałyście okazję używać takich perfum?

wtorek, 8 września 2015

ZNOWU JASNE, CZYLI SYOSS 10-5 LOS ANGELES

Hej!

Tak jak widzicie, znowu mam jasne włosy. Nie wiem co jest ze mną nie tak, ale jak mam jasne to chcę mieć ciemniejsze, jak mam ciemniejsze to znowu jasne... I więcej już nie będę tego zmieniać! Niech zostaną takie, jakie są.

Farba Syoss 10-5 Los Angeles, trzymana tyle, ile jest napisane w ulotce, zmalaksowane pod koniec.


Miesiąc wcześniej byłam u fryzjera i miałam takie oto włosy :-)


Te też wyglądały ładnie... Potem oczywiście się trochę wymyły. Jednak wolę siebie w jaśniejszym kolorze.

Pozdrawiam ciepło!

MAC, GIDDY ღ ღ ღ

W końcu! W końcu udało mi się ją dorwać stacjonarnie w Douglasie :-) wykorzystałam przy okazji bon -40zł, także jestem mega zadowolona! :-)









Uwielbiam ją!

poniedziałek, 7 września 2015

Nowe :-)

Cześć!
Ostatnio nabyłam kilka nowych produktów do pielęgnacji, a w związku z tym, że dawno nie było takiego postu, pokażę Wam co znalazło się w mojej kosmetyczce ;-)


Bielenda krem CC- to moja druga tubka. Nadaje piękny, zdrowy kolor, zakrywa drobne niedoskonałości skóry, bardzo przyjemnie pachnie. Takie rajstopy w kremie ;-) bardzo lubię i polecam.

Bielenda serum do biustu- dla mnie to nowość, zobaczymy czy się sprawdzi.

Long4Lashes serum do włosów- kupiłam pod koniec lipca, niestety słabo mi idzie regularne stosowanie, muszę się postarać, wtedy wrócę z recenzją.

Vichy Aqualia- miniaturka kremu, którą dostałam od koleżanki. Bardzo przyjemny krem, dobrze się wchłania, ładnie pachnie, nawilża skórę. Jest ok, ale pełnowymiarowego słoika nie kupię.

Taft, lakier do włosów- ten kupiłam w biedronce. W porównaniu do czarnego tafta ten jest delikatniejszy, aż tak mocno nie utrwala włosów. Ale absolutnie nie jest słaby! Po prostu słabszy niż czarny, ale też utrwała :-)

Czy macie któryś z powyższych produktów?

Pozdrawiam Was ;-)

czwartek, 27 sierpnia 2015

VITA LIBERATA, FABULOUS SELF TANNING GRADUAL LOTION

Cześć kochane!

Mam do Was pytanie- opalacie się? U mnie to różnie, jednego lata się opalałam, innego nie... i tak też było w tym roku. Jestem bladziutka, delikatnie muśnięte mam dłonie, twarz, trochę bardziej stopy, reszta- bialutka.
Ale zaraz zaraz, nie jestem aż tak do końca jasna, ponieważ odkryłam świetną alternatywę dla opalania- balsam brązujący marki Vita Liberata. Powiem Wam, że przetestowałam chyba wszystkie możliwe drogeryjne (chociaż te z wyższej półki też) kosmetyki, które brązują/opalają/nadają blask :) Uwielbiam tego typu produkty. Są świetne do używania na co dzień, bo nie muszę się przy tym męczyć leżąc plackiem na słońcu- kiedyś to kochałam, a teraz nienawidzę, a dodatkowo chronię swoją skórę przed fotostarzeniem. Dodatkowo takie balsamy pielęgnują skórę, więc już mamy 2 działania w 1 produkcie :) dla mnie to duuuże ułatwienie, bo przyznam szczerze, że naprawdę z dużym oporem używam balsamów/maseł ponieważ jestem w tym zakresie dość leniwa :D a Wam jak to idzie?



Przetestowałam wiele, m.in. Dove, Lirene (balsam, pianka), st. Moriz, FlosLek, Ziaja (o zgrozo!), Garnier, FakeBake, Collistar, Oriflame. Teraz miałam okazję przetestować dzięki Pani Klaudii balsam brązujący Vita Liberata. Z firmą spotkałam się po raz pierwszy, wiem, że można kupić produkty tej marki w Sephorze. Mamy do wyboru pianki, balsamy do ciała, a nawet puder brązujący do twarzy (jestem bardzo ciekawa tego produktu!), ja miałam możliwość przetestowania Fabulous Gradual Tan Lotion.




Informacja od producenta:

Luksusowa formuła lotionu zawierająca Aloe Vera oraz Masło Shea łagodzi i intensywnie nawilża skórę równocześnie nadając  jej  stopniowy i delikatny efekt muśnięcia słońcem który utrwala się w ciągu 4 - 8 godzin. 

Regularne stosowanie produktu pozwala otrzymać bądź pogłębić uzyskany rezultat.

Moisture Locking System utrzymuje nawilżenie skóry do 72 h, technologia Odour Remove pozbawia preparat przykrego zapachu zaś składniki organiczne sprawiają, że opalenizna zanika w równomierny sposób.

Zacznę od opakowania- biała, miękka tuba, z której uda nam się wycisnąć produkt do samego końca. Sam produkt ma dla mnie formę żelowej aczkolwiek białej galaretki, hmm ciężko mi to opisać, spójrzcie na zdjęcia.



Wg mnie jest to produkt bezzapachowy- uważam to za atut, bo można używać balsamu na okrągło, bez obawy o "znudzenie zapachowe".

Skład, dla mnie rewelacyjny, spójrzcie:



Pewnie zastanawiacie się jak w ogóle działa balsam Vita Liberata? Otóż nakładam go na wypeelingowaną skórę, zwracając szczególną uwagę na kolana i łokcie- tam nakładam produktu mniej (stosuję tę zasadę przy każdym tego typu kosmetyku). Balsam na początku jest lekko lepiący, ale to jak każdy inny balsam, dodatkowo daje przyjemne uczucie wygładzenia skóry. Oczywiście po aplikacji myję dokładnie dłonie, żeby czasem balsam nie osiadł na skórkach wokół paznokci czy między palcami haha (kieeeedyś sto lat temu zdarzyło mi się to i rano jak wstałam myślałam, że pęknę ze śmiechu :D wyobraźcie to sobie:))
Zwykle nakładam ten balsam na noc- po aplikacji czekam aż lekko się wchłonie, wskakuję w piżamę i kładę się spać, a rano budzę się opalona :) serio. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie przetestowała go w dzień żeby sprawdzić po jakim czasie faktycznie pojawia się opalenizna i czy śmierdzi jak każdy inny produkt brązujący. Więc po pierwsze- pierwszy efekt opalenizny widać już po 4h, po drugie- skóra tylko odrobinkę pachnie samoopalaczem, ale tylko przy pierwszym kontakcie z wodą, ani trochę, ani wcześniej ani później. Ekstra. Kolor jaki uzyskujemy na skórze jest naturalny, jakbyśmy opaliły się gdzieś na wakacjach. Do uzyskania tropikalnej opalenizny wystarczą 3dni aplikacji pod rząd. Co ważne, balsam równomiernie, bez plam schodzi ze skóry.

Przyznam szczerze, że to najlepszy produkt do opalania i proszę nie myślcie, że to dlatego, że go dostałam. To nie ma wpływu na moją recenzję. Cieszę się, że mogłam przetestować balsam Vita Liberata, bo teraz wiem, że produkty są warte swojej ceny. produkt testowałam około 3-4tygodni, więc już doskonale wyrobiłam sobie o nim zdanie.



A Wy używacie produktów brązujących? Zdradźcie które są Waszymi ulubionymi :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...